Rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy, które przywiozłam z powrotem ze sobą. Pogodziłam się z mamą, jednak wciąż istniała jakaś pustka we mnie, której w ogóle nie mogłam niczym zapełnić. Jednak widząc jak Damon, Klaus dają sobie rade z tym, że musieli zostawić wszystkich swoich bliskich, jest mi łatwiej, bo wiem, że nie tylko ja muszę się z tym zmagać. Nagle wiedziałam czego jeszcze brakuje mi w życiu. Klausa.. miłości.. bezpieczeństwa. Szybko podniosłam się i zbiegłam na dół po schodach. Spostrzegłam go stojącego na tarasie domu. Szybko wybiegłam przez szklane drzwi, oczywiście otwierając je po drodze. Szybko odwrócił się w moją stronę, ale nie zdążył zareagować, bo ja tym razem byłam szybsza. Pocałowałam go z uczuciem jakiego nigdy wcześniej nie doznałam. Aż tak mi zawrócił w głowie ? Tak. Był inny od wszystkich, nie był nachalny, był opiekuńczy i cierpliwy.
- Caroline. - uśmiechnął się.
- Posłuchaj, w moim życiu wiele się dzieje, ale nie mam zamiaru rezygnować z czegoś na czym cholernie mi zależy. - uśmiechnęłam się także.
- No dobrze. - miał minę jakby w myślach analizował wszystkie moje słowa. - Skoro tak, to nie pozwole ci z niczego zrezygnować. - przytulił mnie mocno do siebie.
Usiedliśmy na jednej z ławek w ogrodzie. Nie rozmawialiśmy prawie w ogóle, lecz siedzieliśmy przytuleni do siebie. Nagle za nami ktoś się pojawił. Wiedziałam, że to Rebekaha, od razu rozpoznałam jej perfumy.
- Jak miło was widzieć takich szczęśliwych. - zaśmiała się.
- Dzięki siostra. - Klaus odparł nawet się na nią nie patrząc.
- Tylko mi jej nie zepsuj całkowicie. Ok ? - uśmiechnęła się.
- Nie ma sprawy, lecz spodziewaj się teraz, że to ja będę u niej na pierwszym miejscu. - zaśmiał się.
- Spokojnie, w to akurat się nie mieszam, bo mam dzisiaj randkę.
- Z kim ? - zerwałam się z ławki na równe nogi.
- No nie.. wracaj tu. - Klaus wyciągnął do mnie rękę.
- Poczekaj chwile. - zaśmiałam się. - No.. z kim ? - ponaglałam ją.
- Czekaj.. jak on miał na imie.. - zastanawiała się. - Thomas.
- Chwila, a Damon ? - popatrzyłam na nią zdziwiona.
- Hm, muszę coś zrobić, żeby w końcu stał się zazdrosny.
- Rebekah, nie igraj z ogniem. - westchnął Klaus, kręcąc głową. - Nie kombinuj nic, prosze cię.
- Oj braciszku i tak wiesz, że zrobie co zechce. - uśmiechnęła się i weszła z powrotem do domu.
Usiadłam z powrotem obok Klausa, na ławce. A co z Damonem ? No dobra, rozumiałam w pewnym sensie Rebekah, lecz tu chodziło o Damona. Co prawda jest ostatnim chamem, co często powtarzam, ale on ma mocne uczucia i złe wspomnienia z kobietami. Nie moge pozwolić na to, aby kolejna go zraniła. Z drugiej jednak strony Rebekah jest moją dobrą przyjaciółką i nie chce się jej wtrącać do życia, bo powinnam ją wspierać. I tak nie jest dobrze i tak. Czy powinnam w tym momencie wybrać ?
- O czym myślisz? - spytał Klaus, patrząc na mnie.
- Muszę iść porozmawiać z Rebekahą.
- Nie Caroline, prosze nie wtrącaj się.
- Posłuchaj.. a zresztą po co mam ci tlumaczyć ? I tak wiesz, że się wtrącę. - westchnęłam.
- W sumie masz racje. - przytaknął lekko głową.
- No to w takim razie uciekam. - wstałam szybko z ławki i skierowałam się do domu.
- Ale już ?
- Im szybciej tym lepiej! - odkrzyknęłam i szybko poszłam do pokoju siostry Klausa.
Weszłam bez pukania i stanęłam na środku pokoju, dokładnie naprzeciw Rebekhi. Malowała paznokcie na swoim łóżku, wyglądając na tą dziewczyne z tych różnych filmów.
- Nie popierasz tego co robie, mam racje ? - westchnęła.
- Tak, masz racje.
- Caroline.. - usiadła na łóżku. - To się uda.
- Posłuchaj, on jest moim przyjacielem i nie pozwole go krzywdzić, tym bardziej, że już nie raz był skrzywdzony.
- Rozumiem i to szanuje, ale i tak zamierzam zrealizować swój plan.
- No to powiem ci tylko tyle, że jeśli potem wyniknie z tego jakiś spór, ja stanę po jego stronie.
Rebekah siedziała bez słowa, patrząc na mnie i analizując to co jej przed chwilą powiedziałam.
- Dobrze, rozumiem. Szanuje to Caroline, naprawdę. Tyle, że.. - zawahała się. - Dla mnie to też ważne, tyle osób mnie skrzywdziło, dla mnie jest to też pewien rodzaj sprawdzenia jego uczuć.
- Dobrze, nie będę się wtrącać. - zaśmiałam się i wyszłam.
Oboje byli uparci i właśnie tym mogli siebie zranić. Ale jak już powiedziałam.. nie wtrące się w to, tylko po sprawie oboje będę wspierać. Z tego wszystkiego zapomniałam o sprawie z Tylerem. Rozmowa była głupim pomysłem, ale przynajmniej dowiedział się prawdy. Poszłam do pokoju Klausa, wiedząc, że tam go zastanę. Nie myliłam się, gdy tylko przekroczyłam próg, zobaczyłam go w skórzanym fotelu za biurkiem ze szkicownikiem w rękach.
- Co wskórałaś ? - zachichotał.
- Nic, niech sobie robią co chcą. Są już duzi. - uśmiechnęłam się, a on podniósł na mnie wzrok.
- A gdzie tak zacięta Caroline, którą poznałem ?
- Za dużo złego już nawywijała, żeby kolejne sprowadzać. - popatrzyłam na jego prace.
I nagle zamarłam, na połowie z nich byłam ja.. było wiele rysunków z balu. Były także, gdy śpie, z momentu, gdy mnie pierwszy raz ujrzał, gdy walczyliśmy, gdy leżałam nieprzytomna. Byłam na nich wypełniona radością, w niektórych smutkiem, a w jeszcze innych gniewem.
- Nie chciałem, żebyś je w ten sposób zobaczyła. - westchnął i odłożył szkicownik.
- Dlaczego ? - popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Bo widzisz, możesz mnie uznać za jakiegoś świra, albo coś w tym momencie i pomyśleć nie wiadomo co.
- Nie prawda, podobają mi się. - uśmiechnęłam. - Ale nie rozumiem czemu malowałeś mnie? Jest wiele innych rzeczy, które widziałeś w tamtym okresie i mogłeś namalować.
Westchnął ponownie i wstał z fotela. Usiadł na jednym z parapetów i popatrzył w okno. Nie wiedząc jak na to zareagować, podeszłam do niego i złapałam go za rękę. Odwrócił wzrok od okna i przyglądał się na nasze splecione ręce.
- Bałem się, że nigdy tego nie doznam, a rysunki to jedyne co mi pozostaje z każdego roku mego życia. Teraz mam ciebie, ale i tak nie przestane rysować, bo uwieczniam wspomnienia. Kto wie, może będziemy żyć razem do końca, może mnie zostawisz..
- Albo ty mnie. - wtrąciłam.
- Może z pewnych okoliczności będę musiał. - westchnął.
- Co masz na myśli ?
- Posłuchaj. Jestem hybrydą i kocham to. Kocham także ciebie. Ale moje marzenia się nie zmieniły. Nadal chce stworzyć więcej takich ja.
- Serio ? - wzruszyłam ramionami. - Jakoś nie wydaje mi się, żebyś był taki jak kiedyś. - westchnęłam. - Zmieniłeś się właśnie.
- Caroline, staram ci się to teraz powiedzieć..
- Chwila, chwila.. czy ja dobrze rozumiem? - zabrałam szybko rękę. - Chcesz dzisiaj skończyć to co dzisiaj się oficjalne zaczęło.
- Zmieniłaś mnie, nie jestem kimś kim kiedyś byłem, tęsknie za tamtym życiem. Nie lubie ograniczeń. Kocham Cię, ale wyjeżdżam na jakiś czas, tak będzie lepiej.
- O czym ty do cholery gadasz ?! - zdenerwowałam się.
- Przepraszam cię Caroline.
- Nie tylko ty się poświęciłeś, ja też się zmieniłam.
- No właśnie. Uwielbiałem, gdy ja byłem sobą, a ty byłaś sobą.
- Rozumiem. - spuściłam wzrok w podłoge. - Kiedy wyruszasz ?
- Dzisiaj w nocy.
- Z ?
- Z Kolem.
- Życzę udanej drogi. - westchnęłam i wyszłam z jego pokoju.
Do samego wejścia do pokoju trzymałam się jakoś, ale gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, zalała mnie fala smutku i łez, a także gniewu.
Z perspektywy Klausa .
No i stało się to, co miało dzisiaj się stać. Zakończyłem to i ta pustka ponownie jest we mnie. Oczywiście, że gdybym nie miał wyjścia to nie opuszczałbym Caroline, ale musze wyjechać. Nie wiem ile to potrwa, dni, tygodnie, miesiące, a może nawet lata. Gdyby wiedziała co robie, zapewne by mnie powstrzymała albo nawet chciała jechać ze mną. Wszystkiego po niej można się spodziewać. Kłamałem, tak naprawdę. Żadni z nas się nie zmieniło, ona jest wciąż tą samą dziewczyną, pewną siebie i zagubioną w świecie wampira. Ja natomiast jestem mordercą, wpajano mi to od dziecka, gdy tylko stałem się wampirem i tak pozostało. Teraz nie jestem pewien czy nie zapłace życiem, za to co robie i nie chce, żeby Caroline na mnie czekała. Powinna ułożyć sobie życie na nowo z kimś kto da jej tyle radości ile zapragnie, bo zasługuje na to. Moje rodzeństwo wiedziało o wszystkim i każde z nich chciało mi pomóc, co było wielką nowością. Wybrałem Kola, tylko on tak naprawdę będzie potrafił pójść na całość. Gdy skończyłem ostatni rysunek, który przedstawiał Caroline niedawno ze smutkiem i żalem na twarzy, zastanawiałem się co powinienem napisać.
- Bracie. - Kol zajrzał do mojego pokoju. - Powinniśmy jechać już.
- No tak.
Nabazgrałem więc tylko na odwrocie " Kocham Cię, pamiętaj, jeśli to masz to właśnie poznałaś prawdę. Nie chciałem, żeby tak to wyszło, ale jednak. Bądź zawsze szczęśliwa i uśmiechnięta. Nigdy smutna i cierpiąca taka, gdy cie poznałem. ". Odłożyłem długopis i pobiegłem jeszcze do pokoju siostry.
- Już na nas czas.
- Dobrze, uważaj na siebie bracie. - przytuliła mnie, a ja ją objąłem.
- Mam do ciebie jeszcze jedną prośbe. Nie powiedziałem Caroline prawdy, gdy po tygodniu nie wróce, powiedz jej o wszystkim i daj to. - podałem jej do rąk zawiniętą w rulonik, kartke papieru.
- Dobrze, na pewno dam.
- Przykro mi, że ty także musisz ryzykować dobry kontakt z Caroline, czyli waszą przyjaźń.
- Nie przejmuj się. Dam jakoś rade.
Ostatni raz spojrzałem na twarz siostry. Gdy wyszedłem i mijałem pokój Caroline, chciałem się pożegnać i może nawet ostatni raz złożyć pocałunek na jej wargach, ale to był zły pomysł. Wiedziałem, że teraz przepełnia ją nienawiść do mnie. Kiedy zjawiłem się już na dworze i spojrzałem na dom, zobaczyłem jak w jej pokoju widnieje słaby blask światła, a na parapecie widać cień jej sylwetki. Westchnąłem i wsiadłem do samochodu, nie było czasu na rozczulanie się nad tym wszystkim. Kol zajął miejsce obok mnie. Ruszyliśmy po jeszcze jedną istotę.
_________________________________________________________________________
Wróciłam już z wakacji, z których jestem bardzo zadowolona ! Chociaż i tak poświęcałam wiele czasu na powieści na bloga. Tęskniłam trochę za tym żeby dodawać je tutaj, bo wielką przyjemność daje mi to, że ktoś to może przeczytać . ; )